Kulisy pracy stylisty – perspektywa z backstage

//Kulisy pracy stylisty – perspektywa z backstage

Całkiem niedawno przeprowadzałam rozeznanie, które miało sprawdzić jak powszechnie postrzegany jest zawód stylisty. Pokuszę się o stwierdzenie, że większość z Was w głównej mierze kojarzy pracę stylisty z doradcą wizerunkowym. Właściwie zaprzeczyć nie mogę, ale w pełni też się nie zgodzę. Bez obaw, już tłumaczę jak to wygląda od przysłowiowej kuchni!

Kim jest stylista i jak wygląda jego dzień pracy?

Panuje pewne przekonanie, że jako freelancer mogę operować swoim czasem do woli. Pracować nocami, w ciągu dnia się obijać na kanapie, a w weekendy szaleć w lokalnych klubach. Niestety rzeczywistość jest troszkę inna ;) Nie narzekam na swoją pracę, absolutnie! W końcu bycie niezależną zawodowo to jedno z moich marzeń. Jednak angażowanie się w wiele projektów i przedsięwzięć, które często wymagają sporego nakładu czasu i pracy, sprawia, że podlegam decyzjom, które nie są zależne wyłącznie ode mnie.

Fot. Barbara Oleksa | Make-up: Ewa Dulęba

Od początku…

Wstaję zazwyczaj około godziny 7:30 (wiem, rarytas – niektórzy wstają o 5:00). To jest duża zaleta mojej pracy – błogie lenistwo z rana ;) Często okazuje się, że zamiast półtorej godziny, do wyjścia mam jedynie 50 minut, bo łóżko, mimo mojej woli, przetrzymało mnie w swoich sidłach – z pewnością doskonale wiecie, co mam na myśli. Jeśli mam dzień pracy „w terenie”, wybiegam z domu często bez śniadania (pracuję, by zmienić ten nawyk). Co oznacza praca „w terenie”? Spotkania, zakupy z klientami, przygotowywanie stylizacji na szykującą się sesję zdjęciową, warsztaty i szkolenia w firmach oraz wiele innych. Taki dzień kończy się zazwyczaj w okolicach godziny 21:00 / 22:00. Kiedy wracam do domu, marzę wyłącznie o gorącej kąpieli i lenistwie w łóżku z gazetą lub książką. Niestety czeka mnie praca przy komputerze: odpisywanie na maile, gromadzenie inspiracji do kolejnej sesji, tworzenie moodboardu, poszukiwanie nowych projektantów, przygotowywanie treści na social media, dopinanie do końca projektów, w które się zaangażowałam… I tak do godziny około 1:00 w nocy. Kładąc się spać, robię małe podsumowanie dnia. Czy udało mi się zrealizować cele, które były założone, czy też następnego dnia muszę nadrobić parę obowiązków?

Fot: Anna Mika

Kolejny dzień…

Rano łóżko nadal mnie przetrzymuje, ale trzeba wstać nawet, jeśli dzień mam teoretycznie wolny. Teoretycznie, gdyż w rzeczywistości oznacza to, że czeka mnie praca w domu – nadal przy komputerze. Tego dnia mam czas na wykonanie kilku telefonów,  wymianę pomysłami z ludźmi, z którymi współpracuję, a następnie szybki przegląd Internetu pod kątem newsów z branży modowej. Muszę być w tej sferze na bieżąco – na inne informacje niestety już brak czasu. Oczywiście wszystkim tym czynnościom towarzyszy mi pyszna kawa w pięknym kubku ;) Kiedy zostaję w domu, staram się skończyć swoją pracę do 15:00, by móc ugotować jakiś szybki obiad i wykonać inne przyziemne, domowe obowiązki. Dopiero wieczorem mam chwilę na przeczytanie gazety i zgromadzenie kolejnych modowych inspiracji. Bo tego przecież nigdy za wiele, uwielbiam wyszukiwać nowości! Podsumowuję miniony dzień i kładę się spać.

Znów poranek…

Tym razem budzik dzwoni o 6:00, a ja wstaję z wigorem, bo wiem, że ten dzień będzie bardzo inspirujący! Czeka mnie sesja zdjęciowa. Wszystko mam już przygotowane, jem śniadanie w trakcie malowania się i za 5 minut wyjeżdżam. Sesja zdjęciowa zawsze trwa dłużej niż planowano – to całkiem normalne. Cały dzień spędzam na planie i mimo że należy on do cudownych oraz inspirujących, to jednak jest bardzo męczący. Już nieraz zdarzyło się tak, że do domu wracałam grubo po północy, a nawet nad ranem.

Tak mniej więcej wyglądają moje dni. Oczywiście każdy stylista jest inny i posiada swój własny sposób na organizację czasu. Ja w dalszym ciągu uczę się tego, by znaleźć chwilę na odpoczynek, zrobienie śniadania czy porządny sen. Wszystko w moich rękach, wiem ;) Co więcej… Uczę się tak organizować czas, by znaleźć go jeszcze na kolejną swoją działalność.

Każdy dzień wygląda inaczej – i to również jest zaleta. Nie ma miejsca i czasu na nudę! Praca stylisty jest bardzo emocjonująca, satysfakcjonująca, ale wymaga ode mnie rzetelności i sumienności. Nie mogę pozwolić sobie na dopinanie projektów na ostatnią chwilę, gdyż wiem, że to nigdy nie wychodzi dobrze. Planuję i zapisuję tyle, ile się da. Do tego stopnia, że w ilościach hurtowych kupuję urocze zeszyty i plannery.

Chwila wytchnienia

Bywają takie dni, kiedy stwierdzam, że dłużej nie dam rady, że jednak to wszystko mnie przerosło, a ja się kompletnie do tego nie nadaję. Następuje mały spadek formy, lecz chwilę później dociera do mnie, że przecież każdy ma takie dni. Kolejną zaletą tej pracy jest jednodniowa przerwa od obowiązków. Nie wszyscy mają taką możliwość, by wyłączyć się z pracy na jeden czy dwa dni, jednak w przypadku freelancerów jest to konieczne. Pracujemy często 24 godziny na dobę, by swój biznes rozkręcić do pożądanego rozmiaru. Nie dajemy sobie wytchnienia i chwili na relaks, dlatego taka przerwa jest konieczna. Ja taki stan nazywam „detoksem rozwoju”. Myślę, że niemożliwy jest dalszy rozwój, będąc przemęczonym i wypalonym ze swojej pasji. Taka sytuacja niestety powszechnie ma miejsce, a pasja staje się ciężarem. Dlatego często i głośno mówię o tym, by pilnować swoich dni na relaks!

Fot. Barbara Oleksy | Make-up: Ewa Dulęba

Zrobiło się dość przytłaczająco

Przejdę więc do absolutnej korzyści z mojej pracy – poznawanie utalentowanych i ciekawych osób! Praca z ludźmi kreatywnymi otwiera nam oczy na wiele innych rzeczy, poszerza horyzonty i sprawia ogromnie dużo radości. Praca z klientem indywidualnym za każdym razem uczy czegoś nowego. Zawsze wracam do domu z refleksją i pewnymi wnioskami, które mnie rozwijają, a to jest cudowne uczucie.

Zalety można wymieniać bez końca, ale ile jest wad pracy stylisty-freelancera?

Moim zdaniem jedna z kluczowych wad to niepewność zarobku na kolejny miesiąc. Pracując na etacie, doskonale znamy wysokość wynagrodzenia i możemy zaplanować swój budżet. W przypadku mojej pracy trzeba się zabezpieczać na kolejne miesiące. Jest to wykonalne, oczywiście, że tak, jednak znacznie mniej komfortowe. Kolejną wadą, jaką mogę wymienić jest często nieprofesjonalne podejście ludzi, którzy pierwszy raz spotkali się z pracą stylisty. Jestem świadoma, że jest to stosunkowo młody zawód w Polsce, więc nie każdy jeszcze wie czym się zajmujemy i nie wszyscy rozumieją dlaczego nasza praca jest wyceniana tak, a nie inaczej. Tłumaczenie pewnych mechanizmów często bywa problematyczne, w związku z czym uzgadnianie szczegółów dotyczących współpracy jest o wiele trudniejsze. W takich sytuacjach przydają się predyspozycje interpersonalne, zdolność dostosowania się i znalezienie wspólnego języka – to z pewnością kluczowe umiejętności wśród stylistów, jak i również innych freelancerów. Mam szczerą nadzieję, że już w niedalekiej przyszłości moja praca będzie bardziej doceniana, a świadomość na temat wizerunku, mody czy stylu wzrośnie oraz zniknie przekonanie, że to temat, na którym „zna się każdy”. Owszem, to nie fizyka kwantowa, ale wymaga od człowieka wyobraźni, empatii, umiejętności łączenia faktów, znajomości typologii klienteli i wielu innych, których w szkołach nie uczą, a do których dochodzi się nierzadko latami pracy, zdobytym doświadczeniem i wnioskami wyciąganymi pod koniec każdego dnia.

Fot. Barbara Oleksy | Make-up: Ewa Dulęba

Stylistka a blogerka

Oprócz doradzania klientom, przeglądów szafy i zakupów, zajmuję się również organizacją i stylizacją sesji zdjęciowych, teledysków, kampanii wizerunkowych czy reklam. Piszę artykuły do lokalnych portali, a teraz także teksty na swojego bloga. Spotykając się z różnymi opiniami na temat blogerów, często przykrymi, w tym miejscu chciałam zaznaczyć czym różni się blogerka modowa od stylisty, a także zweryfikować słuszność tych opinii. Działalność blogerki modowej opiera się na inspirowaniu swoją osobą, prezentowaniu ciekawych zestawień i kierowaniu czytelników do konkretnych miejsc, w których daną rzecz mogą nabyć. Przy czym dzielą się własnymi opiniami na temat produktów czy marek. Wszystko, co tworzą wychodzi z ich subiektywnego punktu widzenia. Styliści z kolei myślą również za innych i dla innych. Potrafią dopasować styl, fason czy kolor do klienta – nie tylko do samych siebie. Posiadają wiedzę z zakresu kolorystyki, antropologii, kultury, mediów, trendów, dress code’u i wielu innych składowych, dzięki którym tworzą coś dla klienta – pod jego wymagania, a nie pod swoje gusta. Kiedy na zakupy zgłasza się osoba pracująca w kancelarii prawnej i szuka stylizacji do pracy, nigdy w życiu nie ubiorę jej w sukienkę maxi w kwiaty, którą chętnie sama zakładam! Taka jest różnica między blogerkami, a stylistami. Co nie oznacza, że któraś ze stron traci! Każdy z nas ma swoją ścieżkę i tego najlepiej się trzymać. Oczywiście nie wrzucam wszystkich do jednego worka, ponieważ sama spotkałam się z niejedną blogerką, posiadającą odpowiednią wiedzę oraz doświadczenie, by móc pracować jako stylista.

Mam nadzieję, że przybliżyłam Wam nieco bardziej, jak wygląda praca stylisty-freelancera. Działalność stylistów magazynów modowych wygląda nieco inaczej, gdyż jest trochę bardziej okrojona, ale w dalszym ciągu piękna i inspirująca. W tym artykule podałam siebie jako przykład i możecie potraktować to jako najbardziej rzetelne źródło informacji, bo z autopsji :)

A jak Waszym zdaniem wygląda praca stylisty? A może powyższy tekst zmienił Wasze postrzeganie na ten zawód? Z niecierpliwością czekam, by poznać Wasz punkt widzenia!

Fot. Barbara Oleksy | Make-up: Ewa Dulęba

 

2017-05-19T10:32:24+00:00

7 komentarzy

  1. Anicka 22 maja 2017 o 20:36 - Reply

    Bardzo ciekawy tekst, fajnie się czyta !!!!!
    pozdrawiam :-))

    • alisa 23 maja 2017 o 11:26 - Reply

      Dziękuję bardzo! :* Zapraszam ponownie! ;)

  2. Anna Jankowska 23 maja 2017 o 11:21 - Reply

    Ale zapowiada się ciekawie, naprawdę! :) Myślę, że z przyjemnością będę śledziła bloga.

    A co do wad twojej pracy… cóż ja jestem dietetykiem i wygląda to całkiem podobnie. Jako, że dopiero zaczynam swoją działalność i jeszcze nie ze wszystkim się oswoiłam czasem jest mi wręcz głupio podawać ceny. Ludzie nie rozumieją, że za kartką z oddanym jadłospisem stoją lata studiów, liczne konferencje i szkolenia i przede wszystkim kilka godzin spędzonych nad ułożeniem i zbilansowaniem diety. Wydaje im się, że stworzenie jadłospisu to dla mnie kilka minut roboty.

    • alisa 23 maja 2017 o 11:25 - Reply

      Cieszę się bardzo, że Ci się podoba <3
      Tak, troszkę jeszcze nie mamy świadomości tego, że za czyjąś wiedzę trzeba zapłacić, ale mam szczerą nadzieję, że idzie wszystko w dobrym kierunku i za parę lat problem ten nie będzie już tak zauważalny:)
      Zapraszam częściej <3

  3. Marta Nefertari 23 maja 2017 o 21:36 - Reply

    Pilnowanie dni na relaks i „detoks rozwoju” – jak mi się podobają te sformułowania!
    Z przyjemnością przeczytałam Twój „plan dnia”. To trochę tak, jakbym zajrzała za kurtynę i podglądała kulisy… Lubię tak… ;)

    • alisa 23 maja 2017 o 21:56 - Reply

      Dziękuję! Każde miłe słowo na początku drogi jest na wagę złota🙈☺ Mogłabym tak pisać i pisać o każdym dniu pracy, bo każdy jest inny, ale w końcu znudziłoby się czytelnikom 😁

  4. Katka 24 maja 2017 o 10:01 - Reply

    Bardzo ciekawy wpis, super pokazuje Twoją pracę!
    Życzę wytrwałości- jak piszesz- każdy z nas ma gorsze dni.

Zostaw komentarz